Jan Marek: "Boję się słowa Artysta"
fot. Jan Marek
LUDZIE GAMINGU

Jan Marek: "Boję się słowa Artysta"

Jan Marek: "Boję się słowa Artysta"

Arkady Saulski

Arkady Saulski

Człowiek, który "namalował wiedźmina"

Jest wybitnym grafikiem, który łączy realizm z niesamowitością. Jego projekty do takich gier jak Wiedźmin 2 i 3, czy Cyberpunk 2077, jak również ilustracje książek emanują detalem, zaś postaci wyglądają jak żywe, zachowując historyczną wiarygodność w fantastycznych uniwersach. W ekskluzywnym wywiadzie dla EndGame.pl Marek opowiada o artystycznych inspiracjach, sztuce i wymarzonych projektach.

Arkady Saulski: Znany jest Pan jako człowiek, który przyczynił się do realistycznego, niemal quasihistorycznego wyglądu estetyki Wiedźmina 3, projektował Pan też przedmioty i postacie do Cyberpunka 2077... ale przecież ilustratorem jest Pan o wiele dłużej! Proszę opowiedzieć o swoich początkach, nie tylko w branży gamingowej ale - jako artysty.

Jan Marek: Boję się słowa Artysta, to takie duże słowo przynajmniej w moim przypadku. Chyba musiałbym chodzić w berecie, w  szaliku i mówić mało zrozumiałym językiem albo jeszcze lepiej cały czas unosić się w chmurach. Wiem, że warsztat będę poprawiał do końca życia. Skończyłem Liceum Plastyczne i studia artystyczne, gdzie uczyłem się projektowania i rysunku. Zrobiłem kilka wystaw, z których jedna zaowocowała współpracą z wydawnictwem Fabryka Słów. Rysunki powstałe podczas tej współpracy następnie posłużyły do stworzenia strony internetowej, którą zrobił mój kumpel na dzień przed wyjazdem do Anglii i która z kolei spowodowała, że firma CDProjekt potraktowała mnie bardziej poważnie i  zatrudniła przy Wiedźminie 2 i kolejnych produkcjach.

 

Jest Pan zaangażowany w grupy rekonstrukcyjne. Pytanie o to jak wpływa to na Pana pracę jest dość banalne a odpowiedź oczywista, więc zadam inne - dlaczego Pana zdaniem tak istotne jest przekazanie wiarygodności w tego typu produkcjach?

Ludzie kochają opowieści. Gry i filmy to teatr, w którym dobrowolnie zawieszamy swoją niewiarę i chłoniemy treść. Każde dzieło ogólnie pojętej fantastyki to zwierciadło, w którym sami się przeglądamy - to opowieści o człowieku i jego kondycji nawet jeśli opowiadamy o robotach. Znacznie mocniej odczuwamy emocje kiedy to na co patrzymy nie rozprasza nas - kiedy nie musimy swojej niewiary zawieszać kilkukrotnie.  Nie musimy jej zawieszać jeśli mam przed sobą obraz spójny i wiarygodny. Wydaje mi się, że to jedyne dobre podejście - szacunek do odbiorcy i serwowanie mu tylko możliwie najlepszych rzeczy. Weźmy na przykład “Gwiezdne Wojny”. To był przełom w odbiorze SF w masowej skali. Wiarygodność osiągnięto m.in. tym że kosmiczna technologia była przedstawiana jako coś nadgryzionego zębem czasu . Był to kontrast w dotychczasowym przedstawianiu takich SF - mniej sterylne za to bardziej rzeczywiste. Dobry konceptart jest jak dobre buty - nie bardzo je zauważamy kiedy w nich chodzimy. Ciągnąc dalej tą metaforę - doceniamy je dopiero kiedy założymy buty fatalne. Wiarygodność pozwala skupić uwagę odbiorcy na historii. Pomaga w budowaniu klimatu. 

Proszę opowiedzieć o tym skąd czerpie Pan inspiracje - prócz historii, oczywiście. Czy są jacyś artyści, którzy stanowią dla Pana wzór?

Za co innego kocham Botticellego a za co innego Velasqeza, Matejkę, Bruegela czy VanEyka. Lubię chodzić po muzeach i oglądać dzieła starych mistrzów. To niesamowite jak język sztuki potrafi być ponadczasowy. Oglądając sztukę na żywo można odkryć niesamowite rzeczy. Velasqez zaskoczył mnie tym jak lekkie i nowoczesne są jego obrazy. Bosh ujął mnie tym jak pięknymi przedmiotami są jego dzieła. Ludzie chodzą po muzeum i nagle zatrzymują się jak wryci, bo żadna reprodukcja nie odda tej świetlistości i szklistości całego obiektu. Oglądając Vermera ma się wrażenie, że patrzy się przez okno na inną rzeczywistość. Czasem sława obrazom nie pomaga. Nadal nie umiem zachwycić się Damą z gronostajem. Mam wrażenie, że sposób jej wystawienia jest tak podniosły, że można by zamiast niej włożyć tam brudną kartkę papieru i także robiłaby wrażenie. Za to w tym samym Muzeum Czartoryskich w Krakowie na jednej ze ścian, właściwie w rogu i trochę na uboczu (o zgrozo!) wisi Mater Dolorosa Albrechta Boutsa - obraz obok którego nie mogę przejść obojętnie. 

Trudno nie zapytać mi o to jak ilustrowanie i szkicowanie dla branży gamingowej wpływa na Pana przyjemność z rysowania - jest Pan jeszcze w stanie rysować i malować dla przyjemności?

Kiedy rysowanie staje się zawodem ciężko myśleć o przyjemności. To praca. Przyjemnie jest wtedy kiedy zrobi się coś wartościowego i ma się satysfakcję, ale to raczej po całym procesie. Tak mi się wydaje, że czasem ludzie myślą o rysowaniu, że talent to wszystko - człowiek siedzi i jak przyjdzie wena to namaże coś i jest dzieło. Nie, to tak nie działa - żeby coś z głowy wyjąć najpierw trzeba tam coś włożyć - naoglądać się przeanalizować dzieła, które na ten temat powstały. Potem odrzucić pierwsze dziesięć banalnych pomysłów, a to dopiero początek. Potem jest etap, w którym człowiek stara się w trudzie i mozole wyciągnąć coś z tego czego się naoglądał i pokazać po swojemu. A potem robi się kolejną wersję i kolejną. W pracy nad konceptami trzeba się przyzwyczaić, że dziewięćdziesiąt pięć procent wszystkiego idzie do śmietnika. U mnie jest zawsze ta walka - między traktowaniem swoich rysunków jak dzieci a profesjonalnym zimnym podejściem zawodowca.  

Czy jest jakiś projekt nad którym Pan pracował a z którego jest Pan... niezadowolony?

Po latach wiem co chciałbym w niektórych poprawić ale nie cofniemy czasu. Ze stoickim spokojem staram się myśleć co w danej chwili mogę zrobić najlepiej. 

A projekt marzeń? Coś za co chciał się Pan zabrać a nigdy nie starczyło czasu?

Każdy z projektów nad którymi pracowałem był projektem marzeń. Jako nastolatek czytałem fantastykę, grałem w papierowe RPG i byłem czynnym członkiem klubu fantastyki. Moje marzenia realizowały się na bieżąco - zanim zacząłem ilustrowanie np. “Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza znałem już dzieła tego autora. To samo z dziełami Sapkowskiego czy grą Cyberpunk 2020 Pondsmitha. To na co brakuje mi czasu to wystawy i kontakt z żywym odbiorcą. Praca nad dużymi projektami powoduje, że rzadko ma się okazję porozmawiać z ludźmi dla których to się robi. Kolejne z marzeń zawodowych właśnie się spełnia, ale ten projekt nie jest jeszcze ogłoszony  (śmiech)

Artstation Jana Marka: https://www.artstation.com/janekmarek

 

Rozmawiał Arkady Saulski