Warhammer 40000 Rogue Trader: Witajcie na rubieżach Imperium
fot. autora
News

Warhammer 40000 Rogue Trader: Witajcie na rubieżach Imperium

Warhammer 40000 Rogue Trader: Witajcie na rubieżach Imperium

Michał Krzemiński

Michał Krzemiński

Największy cRPG ze świata Warhammera?

O grach osadzonych w świecie Warhammera 40000 pisałem na łamach Endgame.pl już dwukrotnie. Za pierwszym razem była to coopowa strzelanka Darktide, za drugim boomer shooter Boltgun. Tym razem jednak opisywana gra to typowy cRPG, przygotowany przez studio Owlcat Games. Ale czy warto było poświęcić ponad 200 godzin z życia na ukończenie tego tytułu?

Rogue Trader to podtytuł pierwszej, papierowej gry rozgrywającej się w świecie Warhammera 40000. Traktowała ona o przygodach tytułowego Rogue Tradera, szlachcica z dziedzicznym tytułem, oraz jego drużyny, która na obrzeżach terytorium należącego do Imperium Ludzkości ma za zadanie poszerzać jego wpływy w sposób, jaki będzie on uważał za stosowny. Odpowiadając za swoje poczynania w zasadzie tylko przed Inkwizycją, Rogue Trader może robić rzeczy, o których większości obywateli Imperium nawet się nie śniło.

Pierwsza edycja papierowej wersji gry ukazała się w 1987 roku, druga w roku 2009, i to właśnie na zasadach zawartych w tej drugiej powstała komputerowa wersja gry. Tak samo jak w pierwowzorze, terenem naszych działań będzie Koronus Expanse, miejsce znajdujące się na północnym skraju drogi mlecznej.

Skromne początki

Nasza przygoda zaczyna się od stworzenia własnej postaci lub wyboru jednej z przygotowanych przez twórców. Tworząc własną postać, oprócz bardzo szerokiej personalizacji wyglądu, musimy wybrać jedną z siedmiu opcji pochodzenia naszej postaci, najlepszy i najgorszy moment w naszej dotychczasowej karierze oraz jeden z czterech podstawowych archetypów. Wszystko to będzie miało wpływ na dziewięć charakterystyk i trzynaście podstawowych umiejętności, które możemy dodatkowo modyfikować pulą przydzielonych punktów. Już w tych pierwszych chwilach widać, że czekać nas będzie gra długa i z bardzo skomplikowanymi interakcjami pomiędzy poszczególnymi statystykami i umiejętnościami.

Po rozważeniu wszystkich opcji i wykreowaniu naszego przyszłego zdobywcy małego wycinka galaktyki zaczyna się właściwa rozgrywka. Z rozmowy z pierwszym napotkanym NPC dowiadujemy się, że w naszych żyłach płynie krew dynastii Von Valancius, a jej obecna głowa, Theodora, szuka potencjalnych spadkobierców. Niestety sielanka nie trwa długo. Na fregacie klasy Miecz, wyglądającej jak latająca neogotycka katedra długości 1600m i z załogą liczącą ok. 26000 ludzi, a którą podróżujemy, wybucha bunt heretyków czczących mrocznych bogów. Wydarzenia, jakie tutaj się rozegrają, stanowią jednocześnie samouczek większości ze wykorzystywanych w grze mechanik. Podobnie jak w innych grach cRPG, będziemy rozmawiać z napotkanymi postaciami i dokonywać wyborów w oknach dialogowych, które mogą mieć niekiedy zaskakujące konsekwencje. Eksplorując ukazane z rzutu izometrycznego lokacje, będziemy znajdować ciekawe przedmioty i broń pomocną w walce z przeciwnikami. Sama walka natomiast najbardziej przypomina mechaniki znane z gry Xcom: Chimera Squad od Firaxis, czyli turowa walka ze zmienną inicjatywą ruchu poszczególnych jej uczestników wyświetlaną na bocznym pasku interfejsu. Każda z postaci ma pewną pulę punktów ruchu oraz akcji. Domyślnie możemy atakować tylko raz na turę, po ataku nie możemy się ruszać, a zdolności inne niż ataki możemy używać w dowolnym momencie i dopóki starczy nam punktów akcji. Oczywiście, wraz z rozwojem postaci, te zasady będzie można łamać za pomocą różnych zdolności specjalnych.

Co do wydarzeń w prologu, dość powiedzieć, że w czasie buntu Theodora ginie, drugi potencjalny spadkobierca też, a jeden z jej najbliższych współpracowników okazuje się zdrajcą. Po stłumieniu rebelii, zostajemy w trybie natychmiastowym wsadzeni na tron i od tego momentu zaczyna się nasza właściwa przygoda.

Podróż w nieznane

Jak wspomniałem wcześniej, osią rozgrywki w Rogue Tradera są dialogi, eksploracja i walka. Po prologu dojdzie do nich przemieszczanie się po mapie Koronus Expanse, wewnątrz samych systemów słonecznych oraz walka z innymi statkami w kosmosie. O ile same latanie od planety do planety jest trywialne, a walka w kosmosie również odbywa się w turach i jest dość interesująca, tak przemieszczenie się pomiędzy systemami jest obarczone pewnym ryzykiem. Otóż, nie możemy latać gdzie chcemy, bo zakłócenia w Osnowie (ang. Warp) spowodowały zmiany w znanych szlakach podróży, i nawigatorzy muszą je odkrywać na nowo. Cała zabawa polega na tym, że odkrywanie nowych ścieżek dodaje nam punkty do puli, która umożliwia nam uczynić je bezpieczniejszymi w czasie podróży. Każdy skok przez Osnowę obarczony jest ryzykiem, o ile ścieżka prowadząca do danego systemu nie jest zielona. Kolory żółty, pomarańczowy i czerwony oznaczają coraz większy stopień niebezpieczeństwa takiej podróży. Podczas tych obarczonych ryzykiem mogą się wydarzyć różne, z reguły bardzo nieprzyjemne przygody, takie jak uszkodzenia statku lub inwazje, które będziemy musieli osobiście odpierać, co na początku gry jest niebywale trudne. Należy również pamiętać, że skoro ilość systemów, jakie możemy w czasie gry odwiedzić, jest skończona, tak też jest z ilością punktów, jakie możemy zdobyć do wyznaczania bezpieczniejszych tras. Dlatego trzeba wytyczać je bardzo uważnie.

Wesoła gromadka

Podczas naszych podróży, spotkamy wiele ciekawych postaci, zarówno sprzymierzeńców, jak i wrogów. Kilka z nich będziemy mogli przekonać do dołączenia do naszej osobistej drużyny. Każda z nich pochodzi z zupełnie innej ścieżki życia, jaką zgotował im los w 41 tysiącleciu, i interakcje z nimi oraz pomiędzy nimi, poza samą fabułą gry, są najciekawszą rzeczą, jaką Rogue Trader może zaoferować. Każda z tych postaci jest świetnie napisana. Trzy pierwsze dostajemy w spadku po Theodorze. Są to Seneszal Abelard, stary oficer Imperialnej Floty, który jest bardzo kulturalnym, ale stanowczym człowiekiem oraz wiernym i oddanym sługą rodu Von Valancius, Idria, niesankcjonowana psioniczka, która potrafi przewidywać przyszłość i razić wrogów mocami Osnowy, ale ma problem z głosami, jakie słyszy w głowie, oraz Siostra Bitewna Argenta, wierna Imperatorowi obrończyni dzieci i sierot oraz bezwzględna pogromczyni Heretyków i obcych. Oprócz nich w grze jest jeszcze siedmioro innych towarzyszy, z których część nie sposób jest ominąć, ale niektórych można przegapić. Każda z postaci, poza ciekawym rysem fabularnym w postaci ich osobistych „questów”, wnosi do naszego zespołu inne umiejętności oraz sposoby walki. Na raz możemy ze sobą zabrać do pięciu towarzyszy, dlatego warto mieć w miarę różnorodny zespół, aby móc sprostać wyzwaniom, jakie będzie miała dla nas gra. I nie martwcie się, że ktoś, kto z nami nie pójdzie badać nowego miejsca i czyhających tam niebezpieczeństw, nie będzie się rozwijał. W tej grze wszystkie postacie otrzymują tyle samo doświadczenia, niezależnie czy idą z nami, czy zostają na statku, czy jeszcze czekają na to, aby nas spotkać. Bardzo mi się ta mechanika podoba, bo nie musimy się kurczowo trzymać jednego zespołu i możemy eksperymentować z jego składem.

Przygoda wzywa

Oś fabularna Rogue Tradera jest podzielona na pięć aktów i jest bardzo rozległa. Prócz wykonywania głównych zadań związanych z fabułą, możemy podróżować po Koronus Expanse, gdzie odkryjemy różnego rodzaju planety. Każdą z nich można zeskanować. Niektóre nic ciekawego na swojej powierzchni nie mają, inne mają tylko złoża surowców, które posłużą do rozwoju naszych włości w postaci nowych kolonii i projektów, jakie można w nich zrealizować, ale akurat ten aspekt gry najmniej mnie interesował, zresztą jest on wykonany bardzo pobieżnie. Czasami trafią się miejsca godne eksploracji, jednak większości nie da się odwiedzić osobiście, a ich badanie ogranicza się do podejmowania decyzji w oknie dialogowym. Są też miejsca, w których możemy wylądować i samemu pomyszkować. Wszystkie tego typu lokacje zostały bardzo pieczołowicie przygotowane. Niektóre będą pełne tajemnic, inne pozwolą na rozmowy z przedstawicielami lokalnej władzy, wojska, pospólstwa, ale nierzadko też z przeciwnikami, co nieuchronnie prowadzić będzie do krwawych starć z wykorzystaniem różnego rodzaju śmiercionośnego oręża.

Wszystko, co zrobimy w grze, będzie miało wpływ na bieżące i przyszłe wydarzenia oraz na podsumowanie naszej gry, przedstawione w epilogu. Biorąc pod uwagę różnorodność opcji oraz ilość postaci, jaka może nam towarzyszyć, będzie to zachętą do przejścia gry wielokrotnie, chociażby po to, aby posłuchać wymiany zdań pomiędzy niektórymi postaciami z naszej drużyny.

Grafika i dźwięk

Trzeba przyznać, że twórcy bardzo się postarali, odwzorowując różne miejsca, budynki i przedmioty. Cała warstwa graficzna gry wygląda wręcz fenomenalnie. Dla fanów świata będzie to niezła gratka, zobaczyć miejsca znane do tej pory tylko z ilustracji, w które graficy i animatorzy tchnęli życie. Podobnie jest z postaciami i ich wyposażeniem. Nie są one przesadnie dokładne, w końcu to izometryczny cRPG, a nie FPS, jednak nie ma mowy o pomyleniu jednego przedmiotu czy postaci z drugą.

Efekty używania poszczególnych broni są bardzo satysfakcjonujące i zróżnicowane. Inaczej zachowuje się zwykły pistolet na pociski, a inaczej broń laserowa czy plazmowa. Tak samo rzecz się ma z efektami trafień w przeciwników, które mogą ich „tylko” powalić na ziemię jak i pozbawić ich głów, kończyn, przeciąć na pół czy zamienić w kupkę spalonego plazmą mięsa. Ponadto wszystkie trafienia zalewają pole walki oraz walczących obfitą ilością posoki. Wisienką na torcie jest możliwość niszczenia osłon z pomocą co bardziej destrukcyjnych broni.

W przypadku dźwięku sprawa ma się trochę nierówno. Same efekty dźwiękowe tego, co widać na ekranie, są co najmniej dobre lub bardzo dobre, a skomponowana do gry muzyka świetnie pasuje do miejsc i sytuacji, w których jest odgrywana, to sprawa komplikuje się z czytanymi dialogami. Nie chodzi bynajmniej o to, że są one złe lub nierówne. Wręcz przeciwnie. Każda postać została, moim zdaniem, bardzo dobrze dobrana pod względem głosu oraz dobrze i przekonująco zagrana. Problem w tym, że kwestii z podłożonym głosem nie jest wcale aż tak dużo, a ponadto nie wszystkie kwestie postaci, które mają swoje głosy, są przez aktorów czytane. Jest to szczególnie widoczne w momencie, kiedy prowadzimy rozmowę i któraś z kwestii, nie wiedzieć czemu, jest tylko wyświetlana w postaci napisów ale mowy już brak. Osobną kwestią są całe rozmowy z dubbingowanymi postaciami, które w ogóle nie mają nagranego dubbingu. I niestety, ale nie jest to najważniejszy, moim zdaniem, problem tej gry.

 

Skok na głęboką wodę

O ile na samym początku Rogue Trader wydaje się grą dość przyjemną i nieźle zbalansowaną pod względem poziomu trudności walk (grałem na poziomie NORMAL), to z końcem drugiego aktu zacząłem poważnie zastanawiać się, co twórcy chcieli osiągnąć. Przemierzając moją wesołą gromadką poszczególne lokacje i kładąc pokotem kolejne zastępy wrogów, nagle dotarłem do miejsca, w którym walka była mocno nieuczciwa. Problem polegał na tym, że jeden z przeciwników, którego nie można było stosunkowo szybko zabić, miał kilka granatów ogłuszających, co mogło eliminować do kilku moich postaci z drużyny z walki na kilka tur. Do tego inna postać, również osłonięta, przyzywała co turę do walki kolejnego przeciwnika i do naprawdę groźnego. Po autentycznym zmęczeniu tego segmentu gry, wszystko wróciło do normy, na chwilę, gdyż potem takich momentów było coraz więcej. Przeciwnicy posiadający kilkanaście razy więcej punktów życia niż nasze postacie i nierzadko mogący powalić naszych kompanów i nas samych jednym strzałem czy uderzeniem. Niestety gra robiła się momentami mocno absurdalna i wymagała nie lada gimnastykowania się, aby ją przejść. Na szczęście, nawet w trakcie rozgrywki można grzebać w licznych ustawieniach poziomu trudności, ale czy to naprawdę o to chodzi?

Inna kwestia, która może być dla części polskich graczy uciążliwa, to ilość tekstu, jaki w grze trzeba przeczytać wraz z poziomem znajomości języka angielskiego, jaki jego pełne zrozumienie wymaga. Niestety, gra na chwilę obecną nie posiada polskiego wydania, a tekst w języku angielskim wymaga znajomości tegoż języka na poziomie pozwalającym na swobodne czytanie powieści. Można oczywiście grać nie zagłębiając się zbytnio w fabułę, ale nie po to gra się w gry cRPG. Ponadto, sposób, w jaki gra przedstawia perspektywę patrzenia na świat różnych napotkanych postaci, jeżeli tylko będziemy chcieli ich wysłuchać, jest wart czytania i zrozumienia wszystkiego, co gra ma nam do powiedzenia. Jednakże, bez dobrej znajomości języka, to wszystko nam umknie.

Do tych dwóch wymienionych wyżej kwestii można jeszcze dołożyć błędy blokujące dalszą rozgrywkę (dla mnie to było ciągłe ładowanie mapy bez wyjścia, co wymusiło wczytanie poprzedniego zapisu gry i wybranie ścieżki dialogowej, która mi nie odpowiadała) czy dziwnie zachowujące się modele stające w pozie T lub szalejące ragdolle trupów. Jednak w czasie mojego grania gra otrzymała kilka aktualizacji, i te dwa ostatnie błędy wydają się być już kompletnie naprawione.

Werdykt

Czy zatem warto poświęcić dobry kawałek życia na tę grę? Moim zdaniem tak, jednak pamiętać należy o jej mankamentach, szczególnie tych dotyczących walki. W tym momencie w Internecie znajduje się już bardzo dużo różnego rodzaju poradników dotyczących optymalnego rozwoju każdej postaci w grze, jednak ja osobiście uważam, że grę na poziomie NORMAL powinien być w stanie przejść każdy średnio rozgarnięty fan danego gatunku, czy to strzelanki, RTSa czy RPG, bez korzystania z tego typu podpowiedzi. Jednak klimat, wygląd lokacji, interakcje z moimi przybocznymi oraz sama fabuła gry wynagrodziły mi większość frustracji, jakie w trakcie jej przechodzenia przeżyłem. Dlatego zarówno fani świata Warhammera 40000, jak i fani gier cRPG, powinni sięgnąć po ten tytuł, i świadomi jego mankamentów, nie powinni być zawiedzeni.

Dziękujemy za możliwość testu gry GOG.com, która oferuje produkcję w przystępnej cenie: https://www.gog.com/en/game/warhammer_40000_rogue_trader